
"jeżeli wy, towarzyszu ministrze, zdradzacie żonę cztery razy w tygodniu, a ja nigdy, to znaczy, że średnio cudzołożymy dwa razy na tydzień, ale co ja mam z tego za przyjemność, doprawdy nie wiem"
Po latach, kiedy socjalizm został ogłoszony w całości jako "miniony okres", przysłowiowa "prawda leżąca pośrodku" ukazała się w postaci lansowania mody na mówienie, że "wszyscy byliśmy umoczeni".
Pogląd o prawdzie leżącej "pośrodku" jest tak naprawdę wymówką, ucieczką od zajęcia zdecydowanego stanowiska. Stosowany jest wtedy, kiedy rozmowa zmierza - mówiąc krótko - ku wartościom spornym. Kiedy trzeba opowiedzieć się po stronie jakiegoś niezbyt łatwego wymagania moralnego, albo po stronie przeciwnej, albo "neutralnej" ale w każdym razie nie po stronie tego wymagania ani po stronie czegoś, z czego ono mogłoby wynikać. Czasem takie wymaganie dotyczy właśnie bezpośrednio stosunku do prawdy: czy mamy jej bronić nawet za cenę jakiegoś osobistego ryzyka?
Prawda jest tam, gdzie jest. I nic nie ma tu do rzeczy, czy znamy ją, czy jesteśmy w stanie ją poznać, ani - czy ona komukolwiek się podoba.
